sobota, 15 listopada 2014

Rozdział III

Sophie 17.10.2014
Daliśmy sobie tygodniową przerwę od szkoły na odnalezienie źródła dziwnego zapachu, jednak on zniknął tak szybko, jak się pojawił.
Alexander był przez to niesamowicie zirytowany i wpadał w szał, gdy ktoś miał mu cokolwiek do zarzucenia.
Właśnie odbywał się nasz cotygodniowy zwiad całego terytorium. Powoli się ściemniało, więc Alex postanowił zmniejszyć tempo naszego marszu. Wlekliśmy się teraz leniwie, węsząc uważnie i wyłapując każdą woń.
Nagle Alfa stanął w miejscu jak wryty, unosząc nos wysoko i wpatrując się w niebo.
~Co jest, Haz?~ zapytałam. Chłopaki również byli tego ciekawi, tak, że słyszałam teraz w głowie mnóstwo słów, powtarzających się w kółko.
~W porządku? Co wyczułeś? To wrogowie? Co robić?~ głosy nasiliły się, a Alex nawet się nie poruszył, przerażając mnie swoim zachowaniem.
>Ten zapach powrócił.< warknął w końcu, drapiąc łapami zamarzającą ziemię. Skulił się lekko i wyszczerzył zęby, cofając się.
Jako, że pełniłam od niedawna funkcję Bety, postanowiłam wydać za niego rozkaz do odwrotu.
>Wracajcie pod Trzy Klony.< zarządziłam. >Ja i Hazard zaraz dołączymy.
Chłopaki niepewnie się wycofali, a Nick posłał mi przenikliwe spojrzenie, które mówiło "jedno słowo, a ja będę przy was za kilka sekund". Kiwnęłam mu wdzięcznie głową, a wtedy ruszył do młodych.
>Haz?< szturchnęłam go pyskiem w bok i czekałam na jakąkolwiek reakcję.
>Czuję go, jest blisko.< warknął, po czym jego wzrok powędrował do czegoś przed nami. Odwróciłam się tam szybko i zobaczyłam niewysokiego blondyna o niebieskich oczach, które wpatrywały się w moje ze zdziwieniem, strachem i odrobiną zaciekawienia, albo raczej fascynacji (zdecyduj się kobieto...). Alex przylgnął do ziemi, przygotowując się do skoku.
>Nie, nie możesz tego zrobić!< automatycznie zagrodziłam mu drogę, zanim o tym nawet pomyślałam.
Alexander patrzył dziko w moje oczy, z czymś zwierzęcym i szalonym.
>Hej, to człowiek, nie możesz go tak po prostu zabić.< próbowałam go przekonać. Potrząsnął głową, próbując zapewne odrzucić od siebie niechciane myśli, a jego oczy nabrały normalnego, zdrowego wyrazu.
Zerknęłam za siebie, ale chłopaka już nie było.
Odetchnęłam głęboko, a Haz lekko trącił mnie pyskiem.
~Wracajmy.~ pomyślał.

Katherine 17.10.2014
Chichot Grace rozniósł się po pokoju, a kąciki moich ust mimowolnie uniosły się ku górze.
-A pamiętasz jak...- zaczęła kolejną opowieść, kładąc się na podłodze i wpatrując w sufit nad sobą.
Ułożyłam się wygodnie na jej łóżku i spojrzałam w uchylone okno dachowe, zza którego dochodziło ciche wycie.
Brzmiało to co najmniej dziwnie, trochę jak płacz i nie mogłam zignorować tego dźwięku.
-Grace, muszę wyjść.- rzuciłam z westchnieniem.
-Wilcze sprawy?- spytała obojętnie, jakby to było na porządku dziennym.
-Taa. Zaraz wrócę, chyba.- uśmiechnęłam się do niej, zakładając trampki.
-Okay, nie śpiesz się. I pozdrów Natha, jeśli go spotkasz, no wiesz...- mrugnęła do mnie.
-Tak, tak. Łapię.- zaśmiałam się cicho, stając na zagłówek łóżka. Po chwili podciągnęłam się na rękach i byłam na dachu, salutując do przyjaciółki dwoma palcami.
-Ty głupku.- prychnęła tylko, szczerząc się szeroko i kręcąc głową.
Zsunęłam się bezgłośnie po dachówkach i wylądowałam z gracją na ziemi. Przedostałam się niezauważona do ogrodu za domem i przecisnęłam się między ogrodzeniem na polną drogę, która prowadziła do lasu. Rozejrzałam się uważnie i przemieniłam. Wycie się ponowiło, a moje łapy same ruszyły w stronę, z której dochodziło.
~William? Nath, Henry? Dylan?~ posłałam w otaczającą mnie ciemność. Żaden z nich się nie "odezwał", co bardzo mnie zdziwiło. Zwolniłam do szybkiego truchtu i wyciągnęłam nos do góry, chcąc wyłapać jakiś zapach. Nie było tutaj nic oprócz delikatnej woni lasu i jeleni.
Wtedy usłyszałam kroki. Powolne uderzenia butów o wilgotne podłoże, rozniosło się po lesie. Wycie rozdarło wilgotne powietrze wokół, drażniąc moje uszy. Mimowolnie zawyłam krótko, wzywając bliskich.
Przystanęłam na chwilę, czekając na jakikolwiek odzew z ich strony. Nic.
Dwa ciężkie brzęknięcia, jedno po drugim, padły gdzieś obok mnie, a z drzewa pod którym stałam posypała się kora.
Kto normalny próbuje zabić wilkołaka, sam nim nie będąc?!
Warknęłam gardłowo, rozglądając się i nasłuchując.
~Kath!~ kamień spadł mi z serca, gdy usłyszałam Nathaniela.
~Jestem.~ wyprostowałam się, szukając sylwetki mojego przyjaciela.
>Uważaj!<ryknął jeszcze, zanim kula go dosięgnęła i upadł przede mną, skowycząc.

3 komentarze:

  1. Dwa ciężkie brzdęknięcia a ja 'bzyknięcia' xD Jaki ciekawy *,* Co za idiota chce 'zabić wilkołaka sam nim nie będąc ' xd Przecież ich sie nie zabija tylko ptosi o przemianę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha xD tak, dwa bzyknięcia w lesie i do domu... ^^ :D zabieram się za nastepny ;)

      Usuń